Czy da się stwierdzić, że konkretny tekst został wygenerowany przez sztuczną inteligencję? Na to pytanie nie można odpowiadać tak, jakby istniał prosty i niezawodny test. Z przekazanego stanowiska językoznawczyni wynika przede wszystkim, że rozpoznawanie pochodzenia tekstu zawsze wiąże się z ryzykiem błędu. Można podejmować próby identyfikacji treści przygotowanych przez AI, ale nie daje to gwarancji poprawnego wyniku w każdym przypadku.

To rozróżnienie jest ważne, ponieważ samo brzmienie oceny może sugerować większą pewność, niż rzeczywiście ona zapewnia. Sformułowanie „tekst wygląda na wygenerowany przez AI” nie oznacza tego samego co „na pewno został wygenerowany przez AI”. W pierwszym przypadku mamy do czynienia z oceną, która może być omylna. W drugim — z kategorycznym twierdzeniem, którego materiał nie uzasadnia.

Na czym polega problem z rozpoznawaniem pochodzenia tekstu?

Ustalenie, kto lub co przygotowało tekst, nie jest tym samym co ocena jego treści. Można analizować wypowiedź pod kątem jej formy i próbować określić jej pochodzenie, ale sam wynik takiej analizy nie zapewnia pewności. Najważniejsza informacja z materiału jest więc negatywna: nie istnieje gwarancja, że rozpoznanie będzie poprawne w każdym przypadku.

Nie oznacza to, że każda próba oceny jest pozbawiona sensu. Oznacza natomiast, że jej wynik powinien być rozumiany jako możliwa, a nie bezbłędna identyfikacja. To różnica między wskazaniem prawdopodobnego wyjaśnienia a dowodem rozstrzygającym sprawę. Materiał nie opisuje jednego konkretnego tekstu, którego pochodzenie udało się potwierdzić, ani nie przedstawia narzędzia dającego pewność. Mówi ogólnie o ograniczeniach samego procesu rozpoznawania.

Ocena nie jest dowodem

Praktyczne znaczenie tej zasady można przedstawić na prostym przykładzie. Jeżeli ktoś oceni, że dany tekst mógł powstać przy użyciu AI, taka ocena nie powinna stawać się ostatecznym werdyktem. Wniosek „możliwe, że tekst wygenerowała sztuczna inteligencja” ma inny zakres niż wniosek „tekst został wygenerowany przez sztuczną inteligencję”. Pierwszy dopuszcza możliwość pomyłki, drugi ją wyklucza.

Właśnie dlatego przy opisywaniu takich wyników znaczenie ma precyzja języka. Gdy metoda nie zapewnia pewności, nie należy przedstawiać jej rezultatu jako faktu bez wyjątków. Ostrożne sformułowanie nie jest uchylaniem się od odpowiedzi. Jest wiernym opisem granic wiedzy, którą w danej sytuacji można uzyskać.

Czego nie można wywnioskować z samej oceny?

Z materiału nie wynika, że każdy tekst o określonych cechach został stworzony przez AI. Nie wynika też, że tekst uznany za ludzki na pewno nie powstał z pomocą sztucznej inteligencji. Najważniejszy wniosek dotyczy możliwości błędu w obu kierunkach: próba rozpoznania może nie potwierdzić pochodzenia tekstu, mimo że wykorzystano AI, albo wskazać AI tam, gdzie takiego użycia nie było.

Nie należy również przenosić ogólnej uwagi o trudnościach rozpoznawania na jeden konkretny przypadek. Materiał nie rozstrzyga pochodzenia żadnej pojedynczej wypowiedzi. Nie wskazuje też jednego programu, jednej procedury ani zestawu cech, które pozwalałyby zawsze odróżnić tekst wygenerowany od tekstu napisanego przez człowieka. Takie dopowiedzenia wykraczałyby poza przedstawione źródło.

Dlaczego to ważne?

Rozróżnienie między oceną a pewnością ma znaczenie wszędzie tam, gdzie przypisanie autorstwa może wpływać na ocenę tekstu. Jeśli wynik rozpoznania zostanie potraktowany jako bezbłędny, omylna identyfikacja może zostać uznana za rozstrzygający fakt. Tymczasem stanowisko językoznawczyni przypomina, że pochodzenia tekstu nie da się ustalać bez ryzyka błędu.

Ta zasada pomaga także oddzielić dwie różne kwestie. Pierwszą jest jakość lub sens wypowiedzi, a drugą — sposób jej powstania. Sam fakt, że tekst przypisuje się AI albo człowiekowi, nie zmienia tego, że ocena pochodzenia może być niepewna. Z kolei sama niepewność identyfikacji nie rozstrzyga, jaką wartość ma dany tekst. Materiał dotyczy możliwości rozpoznania źródła, a nie oceny wszystkich innych cech wypowiedzi.

Jak czytać informacje o wykrywaniu tekstów AI?

Najbezpieczniej traktować je jako komunikaty o stopniu prawdopodobieństwa, a nie jako automatyczne potwierdzenie faktu. Warto zwrócić uwagę, czy opis mówi o możliwości rozpoznania, czy o pewnym ustaleniu. Jeżeli podkreślono, że wynik może być omylny, nie należy usuwać tego zastrzeżenia podczas dalszego przekazywania informacji.

Pomaga także pamiętanie o zakresie źródła. W tym przypadku źródłem jest wypowiedź językoznawczyni przytoczona przez serwis Nauka w Polsce. Jej sens jest ogólny: nie umiemy bezbłędnie rozpoznawać tekstów generowanych przez AI. Nie jest to ekspertyza dotycząca jednego tekstu ani instrukcja obsługi konkretnego narzędzia.

Najkrótsze podsumowanie brzmi więc: rozpoznawanie tekstów tworzonych przez sztuczną inteligencję jest próbą oceny, a nie gwarancją pewnego ustalenia. Można formułować przypuszczenia, lecz nie należy przedstawiać ich jako bezbłędnych faktów. To właśnie granica rozpoznawania, o której warto pamiętać przy każdej informacji na temat autorstwa tekstu.

Źródła