Zmiana czasu była wprowadzana przede wszystkim jako sposób na lepsze wykorzystanie światła dziennego. Założenie było proste: jeśli aktywność ludzi zostanie przesunięta względem zegara, wieczorem krócej będą korzystać ze sztucznego oświetlenia, a tym samym zużyją mniej energii. Współczesne badania pokazują jednak, że ten mechanizm działa tylko w określonych warunkach. O końcowym bilansie decydują nie tylko godziny wschodu i zachodu słońca, lecz także temperatura, rodzaj urządzeń używanych w domach oraz sposób funkcjonowania gospodarki.

Skąd wziął się pomysł przesuwania zegarów

Idea wykorzystywania światła dziennego do ograniczania zużycia energii pojawiła się już w XVIII wieku. Benjamin Franklin, przebywając w Paryżu, opublikował anonimowo tekst zachęcający mieszkańców do wcześniejszego wstawania i wcześniejszego chodzenia spać. Była to parodia, a nie gotowy projekt zmiany czasu, ale opierała się na podobnym rozumowaniu: aktywność za dnia miała zmniejszyć zużycie świec.

Pierwsze poważne zastosowania przesuwania wskazówek pojawiły się pod koniec XIX wieku w Nowej Zelandii. W Europie rozwiązanie wprowadzono podczas I wojny światowej. 30 kwietnia 1916 roku Niemcy i Austro-Węgry przesunęły zegarki o godzinę do przodu, aby lepiej korzystać ze światła dziennego i oszczędzać węgiel. Mniej paliwa miało być potrzebne do oświetlania miast, fabryk i instytucji.

Polska wprowadziła zmianę czasu w 1919 roku, ale w kolejnych dekadach jej stosowanie zależało od decyzji władz. Na stałe rozwiązanie przywrócono w 1977 roku, w okresie kryzysu energetycznego i wysokich kosztów. W tamtych warunkach argument o oszczędzaniu energii miał szczególne znaczenie, ponieważ władze szukały sposobów na ograniczenie zużycia elektryczności i lepsze wykorzystanie naturalnego światła.

Co pokazuje analiza 162 badań

Najszerszy przywoływany w materiałach przegląd objął 44 opracowania zawierające łącznie 162 badania z całego świata. Meta-analiza wykazała, że czas letni przynosi średnio 0,34 proc. oszczędności energii. To wynik bardzo mały i przede wszystkim uśredniony. Nie oznacza, że każda rodzina, firma ani każdy region zużywa dokładnie o tyle mniej prądu.

Średnia powstała z badań prowadzonych w różnych miejscach i w odmiennych warunkach. Znaczenie mają między innymi lokalizacja, pogoda oraz struktura gospodarki. W jednym kraju dodatkowa godzina światła po południu może ograniczyć używanie lamp. W innym mieszkańcy wykorzystają ją w czasie, gdy trzeba ogrzewać dom rano albo chłodzić go po południu. Wtedy oszczędność na oświetleniu może zostać zniwelowana przez większe zapotrzebowanie na ogrzewanie lub klimatyzację.

Dobrym przykładem jest amerykański stan Indiana. Tam przesunięcie zegarów wiązało się ze wzrostem zapotrzebowania na prąd, ponieważ rano potrzebne było dodatkowe ogrzewanie, a po południu częściej uruchamiano chłodzenie. Z punktu widzenia samego zegara dzień był lepiej dopasowany do aktywności mieszkańców, ale nie przełożyło się to na mniejsze zużycie energii.

Podobny wniosek przyniosły obserwacje z zachodniej Australii. Analizowano tam lato 2006–2007. W gorące dni zużycie elektryczności rosło, a w chłodniejsze spadało. Ostateczny bilans czasu letniego był ujemny: zużycie energii elektrycznej zwiększyło się o 0,6 proc. Ten przykład pokazuje, że na efekt zmiany czasu silnie wpływa temperatura, a nie tylko dostępność światła dziennego.

Oświetlenie to tylko część rachunku

Początkowe uzasadnienie zmiany czasu opierało się na oszczędzaniu paliwa wykorzystywanego do oświetlenia. Współczesne gospodarstwa domowe zużywają jednak energię także na ogrzewanie, chłodzenie i pracę wielu urządzeń. Dlatego przesunięcie pory aktywności może zmienić zapotrzebowanie w przeciwnym kierunku, niż zakładano przy wprowadzaniu tego rozwiązania.

W Niemczech oceny Bundestagu wskazywały na około 0,8 proc. oszczędności przy energooszczędnym oświetleniu w domach. Ten wynik dotyczył określonego modelu i konkretnego sposobu korzystania z energii, a nie całego systemu energetycznego bez dodatkowych warunków. Jednocześnie większe wykorzystanie własnej energii słonecznej mogło zwiększać nadwyżki oddawane do sieci. Oznacza to, że ta sama zmiana może być oceniana inaczej w zależności od tego, czy analizuje się zużycie w gospodarstwie, czy przepływy energii w systemie.

W praktyce nie wystarczy więc zapytać, czy po przesunięciu zegarów słońce zachodzi później. Trzeba jeszcze sprawdzić, jakie czynności wykonują wtedy mieszkańcy, jaka jest temperatura oraz z jakich źródeł pochodzi wykorzystywana energia. Zmiana czasu nie tworzy energii i nie usuwa zapotrzebowania. Przestawia jedynie godziny, w których określone potrzeby pojawiają się w ciągu doby.

Jak wygląda bilans w Polsce

W Polsce po przejściu na czas zimowy wcześniej robi się jasno, ale szybciej zapada zmrok. W materiałach przywołano ocenę opublikowaną w „Polskiej energii”, według której po wprowadzeniu czasu zimowego wydłuża się wieczorny szczyt zapotrzebowania i w niewielkim stopniu rośnie zużycie elektryczności. W porównaniu z całkowitym rocznym zużyciem prądu jest to jednak niewielka różnica.

Polski przykład dobrze pokazuje różnicę między chwilowym obciążeniem sieci a rocznym bilansem energii. Wieczorem zapotrzebowanie może utrzymywać się dłużej, ponieważ wcześniej robi się ciemno i więcej osób korzysta z oświetlenia w podobnym czasie. Nie oznacza to jednak dużej zmiany całkowitej ilości energii zużywanej w całym roku. Według przywołanej oceny pozostawienie czasu letniego i rezygnacja z przestawiania zegarów prawdopodobnie niewiele zmieniłyby w rocznej konsumpcji elektryczności.

Dlaczego zmiana czasu nadal obowiązuje

Skoro energetyczny efekt jest mały i zależny od warunków, rezygnacja ze zmiany czasu mogłaby wydawać się prostym rozwiązaniem. W Unii Europejskiej dyskusja na ten temat trwa od lat. Parlament Europejski opowiedział się za odejściem od przestawiania zegarków w 2019 roku. Planowane zmiany, które miały wejść w życie od 2021 roku, nie zostały jednak wdrożone, ponieważ państwa członkowskie nie porozumiały się, czy przez cały rok powinien obowiązywać czas letni, czy zimowy.

Problem nie dotyczy zatem wyłącznie pytania, czy przesuwać wskazówki. Konieczne byłoby także ustalenie wspólnej reguły dla państw, które są ze sobą powiązane gospodarczo i komunikacyjnie. Brak porozumienia zatrzymał wcześniejsze plany. Komisja Europejska prowadzi nowe badanie wspierające proces decyzyjny, a jego zakończenie zapowiedziano do końca 2026 roku.

W Polsce zgodnie z obecnymi zasadami przejście na czas zimowy następuje w ostatnią niedzielę października. W 2026 roku zegarki mają zostać cofnięte z godziny 3 na 2 w nocy z 24 na 25 października. Ta korekta da tej nocy dodatkową godzinę, ale później oznacza wcześniejszy zmrok. Z punktu widzenia energetyki najważniejszy wniosek z badań jest bardziej ogólny: zmiana czasu może przesuwać godziny poboru energii, lecz sama w sobie nie gwarantuje jej oszczędzania.

Źródła