Doniesienia o masowym przekroczeniu granicy mogą sprawiać wrażenie jednoznacznych, zwłaszcza gdy towarzyszą im duże liczby, dramatyczne relacje i ostre wypowiedzi polityczne. Materiał dotyczący Ceuty pokazuje jednak, że w takich sytuacjach trzeba rozdzielać kilka różnych warstw informacji: skalę zdarzenia, dane władz, relacje mediów, twierdzenia polityków oraz los konkretnych osób.
Pierwszym pytaniem powinno być to, co właściwie jest liczone. W przypadku Ceuty jedna relacja mówiła o ponad 60 tys. migrantów, którzy w dniach 30 i 31 lipca przekroczyli granicę. Inna, powołująca się na hiszpańskie ministerstwo spraw wewnętrznych, podawała około 50 tys. osób, z czego 48,3 tys. odesłano do Maroka. Są to dane dotyczące tego samego kryzysu, ale nie muszą opisywać dokładnie tego samego momentu ani tej samej kategorii osób. Przytoczony materiał nie wyjaśnia jednak, skąd wzięła się różnica. Dlatego nie należy samodzielnie uznawać jednej wartości za prawdziwą, a drugiej za błędną.
Warto też odróżnić liczbę osób, które pojawiły się w danym miejscu, od liczby osób, które nadal tam pozostają. W opisywanym przypadku podano zarówno szacunek całego napływu, jak i liczbę osób odesłanych do Maroka. To nie są informacje wymienne. Pierwsza odnosi się do skali przekroczeń, druga do działań podjętych później wobec części przybyłych. Zestawienie tych danych może pomóc zrozumieć przebieg kryzysu, ale nie pozwala ustalić losu każdej osoby.
Drugą ważną zasadą jest oddzielanie faktów od ocen i zarzutów. Przywódca Ceuty Juan Jesús Vivas oskarżył Maroko o co najmniej zachęcanie do przekroczeń granicy lub zezwolenie na nie. Określił napływ jako atak na integralność terytorialną Hiszpanii. Są to stanowisko i interpretacja przedstawiciela władz Ceuty, a nie niezależnie potwierdzone ustalenia. W przytoczonych materiałach nie ma informacji, by władze Maroka potwierdziły te zarzuty. Nie ma więc podstaw, by przedstawiać je jako rozstrzygnięty opis przyczyn kryzysu.
Podobnie należy traktować sformułowania o przeciążeniu Ceuty. Materiał podaje, że populacja enklawy wynosi około 84 tys. osób, a napływ migrantów miał obejmować dziesiątki tysięcy ludzi. To pozwala zrozumieć, dlaczego sytuację opisano jako poważne obciążenie dla tego miejsca. Nie daje jednak pełnego obrazu warunków na miejscu, sposobu organizacji pomocy ani stanu wszystkich osób, które przekroczyły granicę. Tych elementów w przytoczonych źródłach nie opisano.
Osobną kategorią są informacje o rodzinach oczekujących na wiadomości. We Fnideq, przy ogrodzeniu granicznym z Ceutą, rodzice czekali na informacje o swoich dzieciach. Jest to potwierdzony element relacji, ale nie oznacza, że znany jest los wszystkich poszukiwanych osób. Materiał wyraźnie zaznacza, że nie wiadomo, co stało się z każdym z tych ludzi. W takiej sytuacji ostrożność językowa ma znaczenie: można pisać o braku informacji i oczekiwaniu rodzin, ale nie należy dopowiadać, czy osoby te zostały zatrzymane, odesłane, ranne albo zginęły, jeśli źródło tego nie podaje.
Kryzys na granicy ma także wymiar polityczny. Hiszpania zwróciła się do państw Unii Europejskiej o solidarność, a wydarzenia wywołały napięcia polityczne we Wspólnocie. Z tego można wywnioskować, że sprawa przestała być wyłącznie lokalnym problemem Ceuty. Nie należy jednak dopisywać, jakie konkretne działania podjęły poszczególne państwa ani jakie decyzje zapadły na poziomie Unii, ponieważ materiał takich informacji nie zawiera.
Najbezpieczniejszy sposób opisywania podobnych wydarzeń polega na używaniu precyzyjnych oznaczeń: „według France 24”, „według hiszpańskiego ministerstwa” albo „przywódca Ceuty oskarżył”. Trzeba wskazywać rozbieżności, zamiast je ukrywać, oraz jasno zaznaczać, czego źródła nie rozstrzygają. W przypadku Ceuty najpewniejszy obraz obejmuje masowy napływ migrantów, oczekiwanie rodzin na informacje, różne szacunki skali zdarzenia, zarzuty wobec Maroka i apel Hiszpanii o solidarność. Przyczyny kryzysu oraz los wszystkich osób pozostają natomiast nieustalone w przedstawionym materiale.
